POMYSŁ NA TANI CITY BREAK - GRUZJA i AZEJBERDŻAN

Opublikowane przez Sebastiana Stan Kraków, 09/11/2017


Dla wszystkich naszych czytelników Flyme Travel chciałoby zaproponować nowy cykl: Pomysł na tani City Break, w którym będziemy przedstawiać miejsca, które warto odwiedzić, jeśli nie dysponujemy dużą pulą pieniędzy lub urlopu. Pod koniec października udaliśmy się ekipą Flyme do Gruzji i Azerbejdżanu i o ile ten pierwszy kraj Polakom jeszcze jakoś się kojarzy, to ten drugi większości kompletnie z niczym. Naszą podróż rozpoczeliśmy w środowy wieczór na lotnisku w Katowicach lotem do dawnej stolicy Gruzji - Kutaisi, gdzie o 4 rano przesiedliśmy się w autobus, który zawiózł nas prosto na Plac Wolności w Tbilisi.

Tbilisi to jedno z tych miast, które od pierwszego momentu wywiera na nas niesamowite wrażenie: położone w dolinie pomiędzy górami, z wieloma starymi kamieniczkami, wszechogarniającym zapachem świeżego jedzenia i tym klimatem, który ciężko znaleźć na zachodzie Europy. Po mieście poruszaliśmy się dobrze rozwiniętym metrem (koszt jednego przejazdu to ok. 0,80zł), a zatrzymaliśmy się w Hippie Hostel, położonym obok stacji "Marjanishvili". Hostel mieści się w klimatycznej kamienicy i jest prowadzony przez bardzo pomocnych i przyjacielskich Persów, którzy uciekli do Gruzji przed prześladowaniami. Wszystko ma prawdziwie hippisowski klimat, wszyscy się pozdrawiają i uśmiechają, a wieczorami można prowadzić długie rozmowy przy butelce gruzińskiego wina. Pomimo zmęczenia ruszyliśmy na podbój miasta: po powrocie na Plac Wolności udaliśmy się w stronę gruzińskiego Parlamentu i bardzo ciekawego parku 9 kwietnia (nazwanego tak na pamiątkę masakry, która dokonała się w 1989 roku, kiedy to Armia Czerwona krwawo stłumiła pokojową demonstrację proniepodległościową). Kierując się za znakami przy Parlamencie udaliśmy się na kolejkę linową (Funicular) na wzgórze, na którym znajduje się park rozrywki, wieża telewizyjna i diabelski młyn. Po krótkim odpoczynku i wypiciu wina, czas był ruszyć do starej dzielnicy Tbilisi w poszukiwaniu jedzenia. Z całego serca polecamy Wam restaurację Veliaminov na ul. Shalva Dadiani 8, w której rzadko można spotkać turystków, za to zjeść można wybitne Chinkali (gruzińskie pierożki) i Chaczapuri (tradycyjny chlebek z nadzieniem w środku) i przepić to wszytko pysznym domowym winem lub Czaczą - tradycyjnym gruzińskim samogonem. Wieczorem polecamy Wam zwiedzić rejon Mostu Wolności, nazywanego też przez Gruzinów "Podpaską" i wjechanie kolejną kolejką, tym razem na wzgórze, gdzie znajduje się pomnik Matki Gruzji. Kolejnego dnia udaliśmy się na zwiedzanie największej w Gruzji Katedy św. Trójcy i świątyni Metechi, pobłądziliśmy trochę w starych uliczkach Old Tbilisi i udaliśmy się na pociąg do Baku.

Do stolicy Azerbejdżanu jechaliśmy słynną plackartą, czyli wagonem sypialnym z łóżkami piętrowymi bez przedziałów. Za niespełna 600km podróż, która trwała 14h zapłaciliśmy ok. 45zł. Podróż wschodnimi pociągami zawsze należy do przyjemnych (nie wliczając w to czekania na granicy), więc ani się obejrzeliśmy, byliśmy już w Baku. Z głównego dworca do naszego noclegu przeszliśmy piechotą w ok. 10-15min. Zatrzymaliśmy się w Azeri Hostel położonym w samym centrum Baku, więc wszędzi mogliśmy dojść na piechotę. Dodatkowo nie było problemu z zameldowaniem i zostawieniem rzeczy w pokoju już o godz. 10 rano. Baku - miasto zbudowane na ropie to już zupełnie inny klimat niż Gruzja, wszystko odremontowane, czyste, nowoczesne wieżowce z Flame Towers na czele bardziej przypominają nam Dubaj niż Kaukaz. Nie zatraciło przy tym swojego orientalnego klimatu - szczególnie stare miasto robi wielkie wrażenie. Na zachód słońca najlepiej udać się na taras przy Flame Towers i cmentarzu wojny azersko-ormiańskiej, skad roztacza się wspaniała panorama na całe miasto. Wieczór polecamy spędzić w okolicach ulicy Bashir Safaroglu, gdzie znajdziecie pełno knajpek, pubów i barów karaoke - typowo studenckie miejsce, gdzie za niewielkie pieniądze możecie się napić pysznego wina i piwa i trochę rozerwać po trudach zwiedzania - my szczególnie polecamy knajpkę Old Baku, z charakterystyczymi książkami na ścianach, gdzie wypijecie cudowne wino z granata w cenie 4zł za kieliszek. Następnego dnia postanowiliśmy się udać do Gobustanu - pustynnego rejonu położonego ok. 50km od Baku, w którym znajdują się najstarsze na świecie petroglify- rysunki wyżłobione przez człowieka w skale sprzed ok. 20 000 lat oraz słynne błotne wulkany. Aby tam dotrzeć udaliśmy się na przystanek autobusowy obok stacji metra Sahil i wsiedliśmy w autobus linii 125. Po około 25 minutowej podróży docieramy do ostatniego przystanku obok centrum handlowego Bina i przesiadamy się w autobus 195, mówiąc przy wejściu kierowcy gdzie się udajmy. Po wyjściu na przystanku Divanni zaczyna się najmniej przyjemna część wycieczki, czyli targowanie się z taksówkarzami. Musimy wyraźnie zaznaczyć, ze chcemy odwiedzić muzeum, petroglify i wulkany - cena za całość powinna kosztować ok. 25-30 manatów. Muzeum jest nowoczesne i interaktywne, warto poświęcić czas na zobaczenie eksponatów i zapoznanie się z historią tego miejsca. Z kolei same petroglify i miejsce w którym są położone robią ogromne wrażenie, tym bardziej jeśli zdamy sobie sprawę ile lat temu powstały te rysunki. Po drodze na wulkany mamy jeszcze krótki przystanek na zobaczenie skały, w którym znajduje się napis wyryty przez rzymskich legionistów udających się do Persji i po około 20minutowej jeździe jak na safari znajdujemy się wśród kilkunastu błotnych wulkanów i dużego błotnistego jeziora - całość na prawdę warta jest odwiedzenia.

Po powrocie do Baku udajemy się na pyszną kolację do restauracji Fisincan, przy ulic Nizami, gdzie w bardzo przystępnych cenach spróbujemy pysznej azerskiej kuchni i przepijemy to miejscowym winem w cenie 20zł/butelkę. Jeszcze tylko krótka drzemka i udajemy się na autobus na lotnisko (odjeżdża sprzed dworca autobusowego o każdej pełnej godzinie i kosztuje 3zł) i odlatujemy już do Budapesztu, a stamtąd po krótkim zwiedzaniu, Polskim Busem do Krakowa. Cały wyjazd zamknął się w kwocie 700zł za osobę i obejmował: przelot Katowice-Kutaisi oraz Baku- Budapeszt, autobus Kutaisi-Tbilisi, pociąg Tbilisi-Baku, 1 nocleg w Tbilisi, 2 noclegi w Baku, wycieczka do Gobustanu, wszystkie przejazdy komunikacją, autobus PB z Budapesztu-Krakowa, niezliczone ilości wina i jedzenia. Czy warto? Za rekomendację niech służy fakt, iż postanowiliśmy od tej pory jeździć tylko na wschód :) Jeżeli obawiasz się samodzielnej rezerwacji całej wycieczki, albo chciałbyś odwiedzić inne miejsce - napisz do nas lub zadzwoń - Flyme Travel przygotuje dla Ciebie całą podróż.





Do you want to share?

Sebastian Stan

Sebastian, lat 29, absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego na kierunku filologia rosyjska, od dziecka zapalony podróżnik, który pasję odziedziczył po dziadku. W życiu kieruje się mottem: "Wolę mieć paszport pełen stempli, niż dom pełen rzeczy" . Infobrokeringiem turystycznym zajmuje się od 5 lat, ale w karierze zawodowej ma tak ciekawe doświadczenia jak sprzedaż oświetlenia LED czy węzłów betoniarskich :)
Flyme Travel to spełnienie jego marzeń o pomaganiu ludziom w nauce podróżowania, przekazywanie swojej wiedzy, doświadczenia, a przede wszystkim w zarażaniu pasją, stąd nazwa - Fly Me, czyli zabierz mnie - z pewnością jakby mógł, to zabrałby wszystkich na koniec świata.

Napisz do nas lub zadzwoń

„Fly me” oznacza zabierz mnie, a my zabierzemy Cię do Twojego własnego raju.


  • FLYME TRAVEL SEBASTIAN STAN

    Kraków

  • +48 883 679 955, 12 265 80 62

  • flymetrav@gmail.com